wewnętrzne dziecko

Wewnętrzne dziecko a prokrastynacja

Każda osoba wchodząca na ścieżkę świadomego rozwoju, prędzej czy później ma do przerobienia ten temat – wewnętrznego dziecka. Czy wewnętrzne dziecko a prokrastynacja mogą mieć ze sobą coś wspólnego?

Czym jest owe wewnętrzne dziecko – definicja jest mało istotna, bo każdy, kto usłyszy to hasło, intuicyjnie czuje je w sobie. Wewnętrzne dziecko to jeden z wielu aspektów naszej psychiki. Praca z tym aspektem jest trudna, bo najczęściej bolesna.

Wewnętrzne dziecko żyjące w naszym dorosłym ciele, często czuje się samotne, odrzucone, okaleczone i… zapomniane. Zapomniane przez nas samych.

Ostatnio miałem sesję SOTI z dorosłym mężczyzną. Temat, jaki podjął, to prokrastynacja czyli odkładanie różnych zadań i obowiązków na jutro, pojutrze, za tydzień, pod koniec miesiąca. Generalnie im dalej ty lepiej, bo wygodniej – tak przynajmniej się wydaje.

Znaczące w pracy z nim była pewna dysfunkcja, która ujawniała się przy pierwszym poznaniu, a która dawała mu w kość od dzieciństwa. Był z tego powodu wyśmiewany, gnębiony przez rówieśników.

Prokrastynacja w jego przypadku bardzo mocno wiązała się z presją, którą odczuwał obecnie, głównie w pracy, a wcześniej już jako dziecko przede wszystkim w relacji z ojcem. To zainspirowało mnie, by przyjrzeć się bliżej, czy w tym przypadku wewnętrzne dziecko a prokrastynacja mają punkty wspólne.

Po kilkudziesięciominutowej pracy z oddechem i zwalnianiu mechanizmów kontrolnych, prowadzę go przez regresję do okresu, kiedy pierwszy raz odczuwał presję. Pierwszy obraz, jaki się wyświetla na ekranie jego umysłu, to sytuacja, kiedy ojciec przymusza go do nauki przedkomunijnej, wywierając na nim dużą presję. Ta presja ze strony ojca przewija się później przez całe życie. Wiąże się także z etapem młodego sportowca, który w wieku 8 lat podejmuje treningi bardzo wymagającej i rywalizacyjnej dyscypliny. I tutaj zaczyna się trauma, bo przez swoją dysfunkcję zaczyna być wyśmiewany – zarówno przez rówieśników, jak i czasami przez samego trenera.

Proszę go, by przyjrzał się temu małemu chłopcu z tamtego okresu i opisał, co w nim wywołuje. Zaczyna pojawiać się opór, bo opisuje konsekwencje całej sytuacji, a nie to co w nim wywołuje. W końcu udaje mu się dotrzeć do pogardy.

Pogarda, to uczucie, które zabija. Zabija w sposób często nieodczuwalny, ale wyraźnie zauważalny. Szczególnie kiedy ma miejsce, ale nie potrafimy jej nazwać i uznać. Podcina nam skrzydła, podkopuje i dewaluuje nasze poczucie wartości. Pogarda do samego siebie powoduje, że współczucie wobec samego siebie jest empatycznym szczytem własnych możliwości.

Jedyne co czuł, patrząc na tego małego chłopca, to pogarda i niechęć. Ciężko było mu objąć tego chłopca, i przyjąć to, co za tą pogardą się kryło. A kryła się w tym chłopcu ogromna determinacja, wytrwałość i wewnętrzna siła.

Kiedy zapytałem, dlaczego nie może się nim zaopiekować, odpowiedział, że dlatego, bo „go nie potrzebuję”. Zachęcam więc, by mu to powiedział z pełną mocą na głos, i obserwował jak ten chłopiec na to zareaguje. Odpowiada, że się kuli i zamyka w sobie.

Widzę wyraźny opór i wewnętrzną niechęć do tego małego, a co za tym idzie do siebie. Uświadamiam mu coś, do czego sam nie potrafi dostrzec. Pomimo tych wszystkich szykan, gnębienia i wyśmiewania, wytrzymał w tym miejscu 8 lat. Tak, 8 lat!

I nikt go do tego nie zmuszał. To, co go ciągnęło, to wewnętrzna motywacja w tym małym chłopcu. Naświetlam mu to, te wewnętrzne cechy oraz to, że są one bardzo mocno z jakiegoś powodu powiązane z tym aspektem, który przysłania mu całą resztę, a który on odrzuca. Zachęcam go do tego by pogłębił i poszerzył oddech i zaczął dotykać wdechem dna miednicy, splotu słonecznego i serca.

Coś zaczyna się zmieniać. Zapraszając go do pozwolenia sobie na czucie tego, czego wcześniej sobie czuć nie pozwalał, zaczyna pojawiać się ból w klatce piersiowej – to częsty objaw odczuwania bólu emocjonalnego w trakcie tej pracy. Kiedy proszę, by ponownie przyjął tego małego, zapraszając do zintegrowania odrzucanego aspektu związanego z determinacją, wytrwałością i wewnętrzną mocą, zaczyna się zmieniać. Otwierając się na przyjęcie wewnętrznego dziecka ból w klatce piersiowej zaczyna się zmniejszać. Zapraszając go do otwarcia się na swoją wrażliwość, którą musiał stłumić, aby przetrwać w tym trudnym okresie, powoli zamykam cały proces. Prokrastynacja w jego przypadku wynikała z odrzucenia aspektu swojej Jaźni, który jemu kojarzył się tylko z wyśmiewaną przez innych dysfunkcją, a który jednocześnie był źródłem wewnętrznej mocy i determinacji – typowo męskimi atrybutami. Odrzucając ten aspekt, gardząc nim, stał się swoją własną ofiarą – ofiarą prokrastynacji.

W tym przypadku wewnętrzne dziecko a prokrastynacja były połączone. Praca z wewnętrznym dzieckiem przełoży się na wiele aspektów życia tego dorosłego mężczyzny. Często właśnie w dzieciństwie dokonujemy wyborów, przyjmujemy schematy myślowe i postawy, które rzutują na całe nasze późniejsze życie. Dopiero zobaczenie tych połączeń i schematów, zrozumienie, uwolnienie przynosi pożądaną zmianę. Niezależnie od tego ile mamy lat, warto pracować ze swoim wewnętrznym dzieckiem, uznać je, przyjąć i należycie głęboko z serca ukochać.

Krzysztof Kahe Mana